Po chwilowych problemach z brzuchem Hades wrócił ze zdwojoną siłą. Może nie nawet, że zabawa trwa dłużej, a sen krócej, bo tu zmian nie widzę, ale czas spędzony na zabawie jest bardziej intensywny i zwariowany. Kłapanie pyskiem powietrza, biegi za czymś niewidocznym, poszczekiwanie i skakanie. Zauważam też, że niewiele w nim strachu przed nowością. Wejść, dotknąć, podbiec, potrącić łapą czy nosem. Podczas pobytu na dworze interesują go żywo wszystkie dźwięki ulicy. Najchętniej zapoznałby się z ich źródłem osobiście. Dziś siedzieliśmy pod szkołą, przy dość ruchliwej ulicy, bawiłam się z nim w tym czasie szarpaczkiem i karmiłam smaczkami na słowo “siad”.

“Siad” wykorzystaliśmy również w praktyce. Hades sadził się ze swojej klatki na przesuwającą się rurę odkurzacza. Zawołałam go po imieniu, kiedy spojrzał, kazałam mu usiąść i zaczęłam karmić chwilę. Resztę odkurzania przesiedział spokojnie bez mojej ingerencji.

Powiedzenie “ciekawość, to pierwszy stopień do piekła”, przy Hadesie nabiera szczególnego znaczenia 😉