” Moja pani od jakiegoś czasu powtarza “luźna smycz”. Na początku nie wiedziałem, co znaczy “luźna”, ale już chyba już wiem. Kiedy próbuję wyrwać do przodu, to ciśnie mnie w szyję, a kiedy idę obok pani to jest luźno.

No i dzisiaj już po wyjściu z bramy na komendę “idziemy” poszliśmy sobie w miejsce, gdzie mogliśmy poćwiczyć. Odcinek był dość długi, więc pani kilka razy robiła “klik” i nagradzała.

Idziemy sobie dość spokojnie, wychodzimy na skwer, a tam…. moi śmiertelni wrogowie-wrony. Normalnie to bym pobiegł do nich, ale pani powiedziała moje imię, wydała chrupkę, powiedziała “idziemy” i poszliśmy. Nawet nie wiem, kiedy te wrony zniknęły, tak się bardzo w panią wpatrywałem. Potem pani zrobiła “klik” i dała dużą nagrodę. Wyglądała na zadowoloną i zaczęliśmy sobie ćwiczyć.

Kiedy wracaliśmy, to też byłem dość skoncentrowany, dopóki nie spotkałem przy wejściu na osiedle 2 ogarów. Normalnie tak mnie te olbrzymy zaskoczyły, że się cały zjeżyłem. Myślą sobie, że mogą z tymi nochalami pchać się do mnie.

Pani czasem mówi, że Bidon to pies a ja zapowiedź psa i żebym czasem był jak Bidon. Na początku, to nawet myślałem, że on jakiś lizus jest. Bo co pani mówi, to on chętnie robi. A potem pomyślałem, że to jednak ma sens, bo jak on robi, to pani go chwali.”