W nocy napadało, jak na miasto, bardzo dużo śniegu. Hades zachowywał się, jakby zobaczył go po raz pierwszy, więc “programowanie” na ćwiczenia zajęło więcej czasu. Dlatego zdecydowałam, że zrobimy spacer do pobliskiego parku a ćwiczenia przekładamy na popołudnie. W parku, jak można się było spodziewać, było pełno dzieci na saneczkach, panowała wesoła wrzawa, a poruszające się dzieci, zachęcały Hadesa do szaleństw. Musiał sporo wysiłku włożyć w wykonanie poleceń. Kazałam mu wskoczyć na ławkę i ćwiczyliśmy wyjadanie z pojemnika i wkładanie pyszczka do środka. Po drodze rozpraszał go dźwięk łopat odgarniających śnieg. Obszczekał nawet jedną, położoną na chodniku. Miała różowy kolor, może dlatego 😉 :p rzuciłam mu na łopatę kilka smaczków , kiedy zjadł, dorzuciłam kolejne. Popołudniowy spacer był już mniej ekscytujący, dlatego mogliśmy poćwiczyć “luźną smycz” i pobawić w nagrodę/

Przed nami długa droga… 🙂